Archiwum

- Did you dream of me ? I dreamed of you. - Every single night baby. Every single night.

 

Ledwo co się wygrzebałem z sesji zimowej, a już muszę ryć do tej letniej, a wszystko po to aby odpowiednio wcześnie odwiedzić kraj synów Albionu, co pozwoli mi opierdalać się przez kolejne 12 miesięcy, czyniąc z pracy w Polsce, nie tyle mus co chwilowy kaprys. Tak poza tym życie nie rozpieszcza, i gdyby nie szalenie sympatyczna koleżanka z pierwszego roku, pobierająca intensywne dokształcanie z realioznastwa brytyjskiego, to pewnie zdziczał bym do reszty, przesiadując przed komputerem, i nad literaturą ery wiktoriańskiej. Zaś jak powszechnie wiadomo przedawkowywanie słowa pisanego tyleż poszerza postrzeganie rzeczywistości i swobodę w formuowaniu myśi, ile wpływa na pogłębianie się neurotyzmu i poczucia wyobcowania, w tym jakże brutalnie niewrażliwym padole. Inna sprawa, że dziwniejszy to już chyba nie będę. Maj oł maj.

Żal parafrazować...

 

 

"Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej. Gdy będziemy się jej opierali, dusza zachoruje z tęsknoty za tym, czego sama sobie odmawiała, z żądzy za tym, co potworne jej prawa uczyniły potwornym i bezprawnym. Powiedziano już, że największe zdarzenia tego świata dokonują się w mózgu. W mózgu też, i jedynie w mózgu dokonują się jego największe grzechy."

 

 

                                                Oskar Wilde - "Portret Doriana Graya"

 

Comfortably Numb

 

No wreszcie ! To o taką Polskę walczyli nasi dziadowie ! A nawet jeśli nie walczyli, to na pewno żadnemu by do głowy nie przyszło by wstępować do Wermachtu, czy innego UPA gdyby tylko mogli, moimi oczyma, ujrzeć swój kraj w dniu 18ym kwietnia dwatysiącesześć. 15 stopniów w cieniu, bez deszczu, nieznaczne zachmurzenie, odpowiednia wilgotność, natężenie słońca i cała masa innych pozytywnych czynników meteorologicznych, które sprawiły, że tak prawdziwe stały się słowa Muńka S. o najlepszych miesiącach (kwiecień, czerwiec, maj !). Jako osobnik, którego życie determinują różnego rodzaju wpływy artystyczne niczym chłopcy z Sierpnia - Comy, nie było mi wstyd (niekoniecznie poprzez dym) chwytać młody wzrok dziewcząt pijących sok, siorbiących piwo, pochłaniających te śmierdzące ciastka ryżowe (jakaś chora moda chyba) czy w danym momencie nie spożywających jakichkolwiek produktów gastronomicznych. Samemu zresztą rozkosznąłem się, owiniętym w szarą torbę, Carlsbergiem, przesłuchując najnajnowszego singla TOOLa, który tyleż pieścił uszy i lał miód na sercę, co wzorcowo kontrastował z parkową scenerią roztaczającą się dookoła. Wypełniałem organizm niemoralnymi dawkami serotoniny, a podświadomość komunikatem, iż świat jest dosknały. Obrazu sielanki dopełniały rozkoszne brzdące tarzające się w zieleni trawy, i młode mamy, które zdawały się trenować przed castingiem do prorodzinnych spotów reklamowych. To ciekawe jak banalny w swoim wyrazie potrafi być dobry humor. Chwilowo ukojony.

 

 

 

Samoudręczanie staje się niekiedy nawykiem równie uporczywym jak namiętność.

 

 

Jak przystało na doskonałe zwieńczenie okresu Wielkiejnocy K. postanowił zalać pałę w stylu godnym rosyjskich literatów, amerykańskich muzyków, lub przynajmniej polskich polityków. Aby mieć absolutną pewność, że plan się powiedzie, postanowił zaopatrzyć się w jednolitrową butelkę wódki żołądkowej, sztuk jedna, kompanów do picia, sztuk dwie, słoików ogórków konserwowych, sztuk jedna druga, plus tematów do rozmów, sztuk nieskończenie wiele. Rozmowy były raczej płytkie, banalne i niewykraczające poza szeroko rozumianą dupe Maryny, jednakowoż były niezbędnym elementem podtrzymującym nastrój w stanach wysokich, przy jednoczesnym zachowaniu relatywnie wysokiego poziomu merytorycznego dyskusji. Motywem przewodnim biesiadnej pogadanki był czas. Jak to zwykle bywa u wszystkich młodzieńców dwudziestoparoletnich, czas nieco zwolnił, czym dał sygnał, że teraz wiele zależeć będzie nie tyle od wrodzonych predyspozycji do osiągnięcia czegokolwiek, co wytrwałości w dążeniu do celu. Tak naprawdę, nie ma już celów nieosiągalnych. Wszystko co mógłby w ten sposób określać nastolatek, u dwudziestoparolatka po prostu znika z pola widzenia, czym poniekąd znika ze stanu świadomości. Wszystko to co jest wyżej, jest nieomal namacalne i do zdobycia, a jedynym ograniczeniem zdaję się być kryterium wytrwałości i odporności psychicznej na ciśnienia ze strony świata zewnętrznego, który co krok uświadamia, że cośtam w pewnym wieku nie wypada, nie przystaje, i nie uchodzi, i który tak cholernie nie znosi sprzeciwu względem z góry ustalonych reguł i szablonów, które sam wcześniej postanowił sobię ustalić.  To się chyba kurwa zdziwi...

 

 

 

Anticipating all the fucked up feelings again

 

Tak dugo jak bede świadom tego, ze jestem niczym wiecej niz prostym wytworem osiedlowego szłamu, którego zachowanie determinowane jest banalnymi i przyziemnymi potrzebami natury fizycznej, psychologicznej czy spolecznej, tak dlugo bede samego siebie pozytywnie zaskakiwał przemyśleniami godnymi Kołakowskiego, Lema czy Giedroycia. Jednak nawet chwilowe poczucie przynależności do swiata tych mądrych, świadomych i wyróżnionych przez los, doprowadzi do brutalnie doświadczalnego, sprowadzenia na ziemie i poczucia nicosci, ktore tym silniejsze im mocniejsze przekonanie o, jakkolwiek rozumianej, wlasnej wyjątkowości względem Świata przedstawionego. Zastanawiające jak cienka jest granica między pokorą a upokorzeniem.