Archiwum

Nothing you can throw at me that I haven't already heard.

 

Ostatnia notka Roku Pańskiego 2005. Częstotliwość płodzenia notek w grudniu, była wprost proporcjonalna do życiowej aktywności i wzbogacania się o różne dziwne doświadczenia, które sprawiły, iż ten - w gruncie rzeczy beznadziejny - rok będę mógł potraktować jako sadzenie ziaren pod coś większego . Gdyby tylko liczba notek (mniejsza o zawartość) były warunkiem dalszego rozwoju i realizowania się w 2006 to jestem gotów zamieszczać tu swoje wypociny choćby co kilka godzin. Jeśli chodzi o życzenia to wykazując się najwyższym stopniem empatii i braterskiej miłości życzę Wam tego samego czego życzę samemu sobie. Nie zanudzajcie się na śmierć podczas najbliższych 3 dni, i zdrowo zalejcie pałę 31. Do później.

 

 

Wyindywiduoalizowałem się z rozentuzjazmowanego tłumu...

Ciekawe, że jak "dupa" to już wszyscy sobie dopowiedzieli, że "fajna". Inna sprawa, że w Polsce, jednak najtrudniej o przyzwoitą furę (zestaw do grillowania, że o szkrabach nie wspomne łatwo dostać w ramach bonusa do innego produktu). Ale ja nie o tym chciałem. Chciałem o tym, że nie ma nic bardziej obłudnego, zakłamanego i cynicznego, niż zakładowa, biurowa, klasowa, zwał jak zwał : Wigilia ! Łamanie się opłatkiem to zaś już szczyt wykraczający poza moje zdolności percepcyjne (no, może nie wykraczający, ale blisko) tego Najlepsiejszego ze Światów. Jak inaczej nazwać sytuacje, w której dane jest Ci stanąć twarzą w twarz, z osobą, której nie znasz, nie lubisz, najczęściej nie masz nawet ochoty przebywać w jednym pomieszczeniu, gdy nagle – jak nakazuje obyczaj, tradycja, kultura, zwał jak zwał - każą Ci ładnie się uśmiechnąć, wymyślić krótką zwięzłą i uroczą wiązankę, która jest albo jest mdła i bezpłciowa, albo chybiona i zupełnie nie na miejscu. Tegorocznym zwycięzcą w kategorii "życzeniowy nietakt biurowej gwiazdki", są życzenia od takiej tępej, starej i zgryźliwej prukwy dla dziewczyny, o której wszyscy wiedzą, że cierpi na bezpłodność  - żeby jakoś jej się jednak udało i żeby nie musiała adoptować, bo to niewiadomo co się trafi -  były łzy, przykra atmosfera i chwila kontemplacji nad sensem organizowania takich imprez, jednak makowiec Pani Krysi i barszczyk od Halinki (chwilowo) zagłuszyły moje poczucie żenady, niesmaku i obrzydzenia do bliźnich. Wesołych !

Gdzie kupiłeś sobie taką super głowę ?!

Jeszcze tylko jakaś dupa, fura, dwójka szkrabów i zestaw do grillowania, a zostanę modelowym przedstawicielem, ciągle nieistniejącej w naszym kraju, klasy średniej. Się zatraciłem...

The doctors said my mom should have had an abortion... abortion, abortion, abortion, abortion...

Liczba przesypianych godzin jest wprost proporcjonalna do liczby kaw wypijanych każdego dnia, by utrzymać się w formie i zmieścić w grafiku (około 5 znaczy się). Straszne. Nigdy w życiu bym się nie spodziewał, że coś tak absurdalnego jak grafik właśnie, kiedykolwiek będzie mi potrzebny do tego do czego faktycznie został stworzony. Kolejny punkt dla lubiącej zaskakiwać i zmuszać nas do połykania własnych słów prozy życia. Mam nadzieje, że stan samozniewolenia dla samorozwoju, jest czymś tymczasowym, nad czym ciągle panuje i robie właśnie dlatego, że to mi najbardziej odpowiada, a nie jest zwykłym efektem ulegania naciskom zewnętrznym, które w ten czy inny sposób wpychają mnie w trybiki koszmarnej machiny zwanej społeczeństwem. Potwornie zmęczony...

Nie potrafię słuchać, a sam bez przerwy gadam...

 

 

 

“Drama is life with the dull bits cut out” – Alfred Hitchcock

 

 

 

 

Dobry wieczór. Straż Miejska, można prosić jakiś dokumencik ?

Dobry wieczór. Inteligencja Polska. Jakiś problemik ?!

Może tak, może nie. Co będzie z tymi dokumentami ?

Może być dowodzik osobisty ?!

Proszę pokazać...

 

dull bits

 

To przecież nie Pan ?!

To ja, kiedy miałem dłuższe włoski !

Marta, pozwól tu na chwile. Sprawdzimy czy nie kradziony ?

Dowodzik jest w porządeczku, ale proszę sprawdzić.

 

dull bits

 

No dobra. Tak czy siak będzie mandacik, za to piwko. 50 złotych x 4 to daje w sumie 200 złotych. I co ?! Nie lepiej gdzieś w dobrym barze można sobie było posiedzieć.

Nie lepiej, nie bawić się w zbytnią biurokracje ?

Trzeba było pójść do baru.

My właśnie się wybieraliśmy.

 

 I co was zatrzymało ?

(złośliwy kutas w śmiesznym mundurku)... Pan (że też przeszło mi przez gardło, wyrachowana świnia jednak jestem).

 

dull bits

 

Dobra. Dostaniecie, taki jeden na czterech. Spiszemy Pana śmiesznego, bo coś mi się zdaje, że jeszcze się zobaczymy.

Pan Śmieszny wolałby w sumie z Panią Martą.

 

dull bits

 

To już po raz czwarty dostałem mandat za zbyt dobrą zabawę na mieście. Zaś za Panią Marte, omal nie skończyłem w izbie wytrzeźwień. Te weekendy mnie kiedyś wykończą.