Archiwum

Screw you guys ! I'm going home...

Mając na uwadze fakt, że następną notke z 29 lutego będe mógł napisać dopiero w 2008 roku, to chciałem tak dla odmiany napisać coś przyziemnego, nudnego i zwyczajnego... pomimo najszczerszych chęci znowu mi się nie udało...

ARCYDZIEŁO !!!!!!!!!!!!! Ciągle nie mam pomysłu na note, gdyż właściwie nic inspirującego czy ciekawego dla osób trzecich mnie nie spotkało, ale jako, że dawno nic nie pisałem to niech będzie, że przynajmniej zabawie się w krytyka filmowego ! Włala !

Jako, że poczuwam się odpowiedzialny za uczynianie tego padolu miejscem lepszym, ciekawszym i takim ogólnie rzecz biorąc bardziej przystępnym (mniejsza o ewentualny progres w tej dziedzinie) pragnąlbym polecić blogowej braci, film, który może nie jest równie wstrząsający jak Requiem dla snu, równie urokliwy jak Forrest Gump, czy też tak dramatyczny jak Braveheart, ale bez wątpienia jest to film, który koniecznie trzeba obejrzeć (pomimo tego, ze w wielu momentach jest sennie i melancholijnie, by nie powiedzieć drętwo, to jednak końcowy akt wynagradza oczekiwanie i pozostawia takie coś w środku, że we mnie to już od wczoraj siedzi), a jako, że nie jest to portal filmowy to nie będe się nad tym dlużej rozpisywal, tylko zakończe już swoje pseudorecenzorskie wywody i uloże swe zmęczone cielsko do snu. Dobranoc.

pees. (dla takich bardziej drobiazgowych) opisywanym filmem bylo "Dogville".

What's wrong in being cool ?!

No może sam fakt obciachowości słowa cool, które już wieki temu przestało być trendi, podobnie zresztą jak trendi przestał być sposobem określania czegokolwiek przytoczonym przed chwilą przymiotnikiem, który to przymiotnik jest (był ?) równie obiachowy, jak i obciachowy, nie trendi i tym bardziej nie cool jest obciach właśnie. Echh... Tak trudno połapać się w tych wszystkich niuansach, konwencjach i zasadach, że aż sam sie zastanawiam czy pisaniem tych słów, czy nawet w ogóle pisaniem bloga nie naruszam zasad dobrego smaku, przyzwoitości czy szeroko rozumianego społecznego przyzwolenia, które to społeczeństwo tak silnie przecież kształtuje i determinuje byt każdego z nas. Właściwie to możnaby mieć to wszystko w dupie, ale z drugiej strony czy postawa kontestująca nie jest nazbyt pretensjonalna i czy próbując odcinać się od schematu nie staje się niewolnikiem jego odwrotności ? Filozować się zachciało, ale to przez "Serenity" Godsmacka, który to utwór uważam za jeden z najlepszych wyrażaczy tego co ostatnimi czasy we mnie siedzi i choć warstwa tekstowa jest cokolwiek banalna to nie przeszkadza mi to w odbywaniu serii terapeutycznych sesji polegających na odtwarzaniu tego samego utworu kilkanaście razy z rzędu. No, ale miałem sobie pofilozofować. To w końcu takie uniwersalne i jakby nie patrzeć straszliwie rozwijające. Chciałoby się powiedzieć - praktyczne, ale próba zdefiniowania praktyczności to czynność, która na dzień dzisiejszy jest poza zasięgiem moich zdolności poznawczych. Kumpel mój najlepszy zwierzył mi się ostatnio, że się wybiera do psychiatry, bo chyba sobie z życiem nie radzi. Pomyślałem sobie, że może to nie byłby najgorszy pomysł, ale z drugiej strony na samą myśl, że miałbym się stać jakimś kolejnym "typowym przypadkiem depresji sezonowej" ma duma i poczucie wyjątkowości i oryginalności, aż kipi ze złości', a krew uderza do mózgu. Ewentualność przepisania mi prozacu jest co prawda straszlwie kusząca, ale z drugiej strony to gówno straszliwie uzależnia, a i tak człowiek nie ma pewności czy na pewno przepiszą i czy rzeczywiście pomoże. Tak w ramach rekompensaty opowiem sobie jakiś bardzo śmieszny dowcip :

 

 

Marek Pol odwiedza ministra infrastruktury we Francji. Świetna chałupa, złote klamki, kryształowy sedes, basen w ogrodzie etc. Pol nie posiada się ze zdumienia.

- Niesamowite ! Jak do tego doszedłeś ?

- Chodź - minister zabiera go do pokoju i otwiera okno. - Widzisz tą autostrade ?

- No.

- Dostaliśmy na nią 200 mln. euro. Troszke się pogrzebało w papierach, i cały koszt wyniósł nas ok 190 mln euro.

- No, a co z tymi 10 mln ?

- Voila (tzn. chyba tak się pisze "włala" ?!)- z szyderczym uśmiechem odpowiada minister rozglądając się znacząco po willi.

Po kilku miesiącach dochodzi do rewizyty. Minister Pol zaprosił ministra Francji do swojej posiadłości, a tutaj jeszcze lepsza chałupa, jeszcze więcej złotych klamek, jeszcze ekskluzywniejsze sedesy, jeszcze większy basen etc. Minister francuski jest pod ogromnym wrażeniem.

- No wiesz Marek, przy twojej posiadłości moja wygląda strasznie biednie. Jak ty żeś to zrobił ?!

Pol otwiera jedno z okien i pyta

- Widzisz tam jakąś autostrade ?

- Nie.

- Voila !

 

 

Niezły prawda ? Jak komuś się nie podobal to przesyłam tu linka do strony zawierającej treści tak nieprzyzwoite, że aż mi się resztki poczucia dobrego smaku odzywają, ale z drugiej strony skoro mamy weekend...

 

<A href="http://

w1.827.telia.com/~u82705365/laski/laski.htm

">

Prosta historia II - czyli kolejny dowód na potwierdzenie słów, że jestem bardzo śmieszny (nie mylić z zabawny !)

 

Wróciwszy z cotygodniowej sesji odnajdywania sensu i radości życia na tym najlepszym ze światów (z kolegami na piwie byłem znaczy się) K. postanowił zrobić sobie późna kolacje. Włączył blaszaka, zapuścił teledysk Metallici (Creeping death - live in Moscow 1991 gorąco polecam wszystkim zainteresowanym) począł pogryzać kanapki z tuńczykiem, popijajł jednocześnie gorącą herbatke i wydawać by się mogło, że tej nocy nic ciekawego spotkać go już nie może. A jednak ! K. poczuł nagle nieodpartą chęć wdechnięcia sobie odrobiny świeżego powietrza. Zachcianka mocno abstrakcyjna jeżeli wziąć pod uwage stopień zindustrializowania okolicy, szerokość geograficzną, aktualną sytuacje polityczną na Białorusi i całą masę innych czynników, na które K. mial tak niewielki wpływ... Ale do rzeczy ! Nie zrażając się ewentualną niedoskonałością mieszaniny azotu, tlenu, dwutlenku węgla itp. otworzył okno w celu napojenia swych płuc mieszaniną gazową która na Śląsku występuje najczęściej, i której tylko na Śląsku uświadczyć można ! Kiedy tak wdychał i wdychał, jego oczom ukazał się widok chwytajacy za serce, zaiste. Biedna psina szwędała się po okolicy, prawdopodobnie w poszukiwaniu czegoś do jedzenia albo coś w tym stylu. Wzruszyło to K. przeogromnie, a jako, że nie był on głuchy na potrzeby "mniejszych braci" nie namyślając się długo wyrzucił kawałek skórki od chleba, by po chwili ujrzeć jak ta - w mgnieniu oka - znika w paszczy zmarzłego kundelka. K. uznał, że pomysł jest przedni, i że można by tak psine jeszcze troszke dopieścić i po czym rzucił mu całą kromke, ze wszelkimi dodatkami co tylko potwierdziło teze, że choć jest on człowiekiem chojnym i wielkodusznym. Zanim zdał sobie sprawe z tego, że mieszka na 4 piętrze, że cała kanapka nieco inaczej układa się w locie aniżeli kawłek skórki, i że w ogóle psina znajduje się jakby w mało fortunnej lokalizacji było już za późno ! Wspomniana kanapka i jej zawartość (tuńczyk w pomidorach znaczy się) wylądowały na dachu samochodu od sąsiadów !!!!! K. oblały zimne poty i ogarnęło całkiem niemałe przerażenie ! To przecież auto tych samych sąsiadów, co to nie lubią go jak cholera (ze wzajemnością przyp. podmiot liryczny), i na dodatek jeszcze wszyscy wiedzą, że K. zdarzało już się wyrzucać z okna różne rzeczy (że tylko wspomne puszki po piwie podczas 18 czy tusze kolorowe podczas kolorowania bloku), i mógł być pewien, że stanie się on głównym podejrzanym, o zrobienie tego całkiem niezłego, ale jednak zupełnie niezamierzonego (a jak wszyscy wiedzą to co niezamierzone satysfakcji nie przynosi (a przynajmniej nie tak dużo !)) psikusa !  Alkohol, który do tej pory trzymał mocno, teraz jakby zdawał się calkiem ulecieć, a szare komórki zaczęły pracować z intensywnością, nieporównywalnie więkssą niż miało to miejsce na którymkolwiek z ostatnich (skądinąd całkiem udanych) egzaminów K.. Po chwili zastanowienia postanowił, że zejdzie na dół i tak szybko jak to się będzie dało posprząta ten cały bajzel! Było już grubo po 1 dlatego też nasz bohater zabrał ze sobą worek ze śmieciami, by w razie czego mieć alibi na wypadek, gdyby jego, śpiąca w pokoju obok, matka śmiałaby się obudzić(tzn. alibi to by było raczej marne, ale na pewno bardziej wiarygodne niż próba powiedzenia prawdy). Wszystko przebiegło jednak całkiem gładko, i już po chwili K. znajdował się na dole, przy samochodzie, gdzie z kawałkiem ścierki począł zbierać pozostałości po niedoszłej strawie dla pieska. I tu kolejny niefart ! Jakieś 2 sekundy po tym jak K. począł ścierać jedzenie, włączył się alarm antywłamaniowy ! Nosz nie miał kiedy ?! - pomyślał K. z goryczą. Przerażony perspektywą schwytania na gorącym uczynku wbiegł za róg klatki, by na czas jakiś ukryć swe oblicze przed świadkami ! Odczekał kilkadziesiąt sekund, ale gdy okazało się, że nikt nie wyłącza alarmu, błyskawicznie (i błyskotliwie rzecz jasna !) skonkludował, iż :

a) sąśiadów nie ma w domu

b) śpią jak zabici

c) inna, równie optymistyczna wersja

 

Po ok. 2 min alarm sam się wyłączył. A może to jednak sąsiad się obudził ? - pomyślał K., ale tak dla pewności odczekał jeszcze kilka minut, by po chwili błyskawicznie wrócić do domu, nie bacząc na to, ile rybki jeszcze zostało na samochodzie i jak to wszystko się tak ogólnie prezentuje. Gdy już był w swoim pokoju, raz jeszcze zerknął na dół i ku swojej radości zauważył, że padać zaczęło (chwalmy Pana !), że w sumie samą kromke to już zdążył sprzątnąć, a taka ryba z masłem to może udawać choćby ptasie odchody, no i w końcu prawdziwy mędrzec (za jakiego K. tak strasznie, strasznie chciał uchodzić) nie przejmuje się tym co jeszcze się nie wydarzyło (tzn. jeszcze nikt nie wpadł do mnie z wizytą w celu złożenia zażalenia na moje dobre serce dla zwierząt!) ! Całe to zdarzenie, taki na niego wpływ wywarło, iż postanowił natychmiast podzielić się nim z tzw. globalną wioską, która to wioska jest przecież nieocenioną przechowalnią wszelkiej maści dziwaków i dziwaczek (jakkolwiek groteskowo to drugie by nie zabrzmiało), i przez co K. tak świetnie wpisuje się w jej konwencje. Dalsze losy psiny nie są znane. Nie zanudziłem ?